Ostatnio uderzyłem w takie poważne tony, że teraz pif paf i strzelam czymś niepoważnym 😀 Bulletproof coffee, czyli kuloodporna kawa . Kto pił? Kto ma gęsią skórkę na samą myśl? Kto w ogóle nie wie, co to jest i dlaczego nazwa jest taka głupia? Do czego jest mi ona potrzebna? Wszystko wyjaśnię za chwilę, za moment, tylko wezmę łyka mojej flat white. Bo kawę to ja kocham miłością obłędną, ale kawę, a nie… olej kokosowy i masło 😉

Kuloodporna kawa

Czym jest kawa kuloodporna?

Nie, to nie jest kawa dla oficerów ani żołnierzy. Nie jest też kawą dla mafiosów ani wielbicieli serialu „Narcos” albo „Breaking Bad”. Kuloodporna kawa to jest kawa z… trzymajcie się ci, którzy nie wiecie… z tłuszczem! Tak właśnie, nie inaczej. Otóż parzysz sobie z rańca kawę i wkładasz do niej łyżkę oleju kokosowego i masła, po czym pijesz. Olej kokosowy do kawy? C’mon! Są świętości, których brukać nie wolno. Nie to, że mam coś do oleju kokosowego, bo sam używam i zawsze mam zapas w lodówce, ale dodawanie go do kawy jest dla mnie profanacją tej ostatniej.

„Genialnym” pomysłodawcą jest niejaki Dave Asprey. Gość prowadzi bloga o zdrowym odżywianiu. Sama idea nie jest od niego, ale bodajże pochodzi z Tybetu, gdzie pije się w ten sposób herbatę. Co więcej tubylcy dodają oprócz tłuszczu mleka jaków. Jak o tym myślę, to mam wewnętrzny opór. Nie do mleka jaków, ale picia czegoś z masłem i olejem. Brr…

Jak zrobić kawę kuloodporną? Oto przepis

Nic prostszego: idziesz do kuchni, robisz kawę, dodajesz jakiś tłuszcz i pijesz. Ok, kpię teraz, ale wykonanie jej to nie jest kwadratura koła.

Przepis wygląda następująco:

100 ml espresso

2 łyżeczki masła (najlepiej klarowanego)

2 łyżeczki oleju kokosowego

Tłuszcz dodajesz do gorącej kawy i mieszasz, a najlepiej blendujesz, aż powstanie jednolity płyn. Do takiej kawy nie należy dodawać już cukru ani mleka. Można za to dodać przyprawy: cynamon, kardamon, wanilia, pieprz, goździki. Poleca się blendowanie kuloodpornej kawy, ponieważ zwykłe mieszanie może spowodować, że tłuszcz nie połączy się dobrze z płynem. Poza tym powstaje urocza pianka, która sprawia, że kuloodporna kawa wygląda całkiem apetycznie.

No i w sumie tyle. Jak widać jest to proste, niedrogie i szybkie w przygotowaniu. Są tacy, którzy twierdzą, że taka kawa jest bardzo dobra. Na poparcie swojej tezy mają argument, że przecież mnóstwo osób dodaje tłuste mleko, a nawet śmietankę. Tylko, że śmietanka może mieć max 42% tłuszczu (tak mi się przynajmniej wydaje), a masło klarowane ma z 99%. Nikt też nie wlewa śmietanki prosto do kawy, ale zazwyczaj ubija i podaje na wierzchu. O smaku kuloodpornej kawy w ogóle nie będę pisał, bo mi jeszcze zawieszą bloga 😉

Bulletproof kawa z masłem

Po co mi w ogóle ta kuloodporna kawa

Skąd w ogóle te rozkminy nad bulletproof coffee? No cóż… Mam niestety taki wredny organizm, który wraz z pierwszymi spadającymi liśćmi, zaczyna gromadzić tłuszcz. Najgorzej jest na brzuchu, gdzie robi mi się niezły zwis. Najlepszym antidotum na tworzenie zapasów zimowego sadła jest dla mnie seks (chcę dla niego wyglądać jak Efeb), potem miłość (wiadomo – motyle w żołądku i te sprawy), a na końcu dieta (tak oczywiste, że nie będę tłumaczył). Ponieważ akurat mam trochę słabszy okres w tych dwóch pierwszych sprawach, to w tym sezonie postawiłem na dietę.

Tu mała dygresja, która rzuci trochę światła na olej kokosowy z kawą, a do tego jeszcze z dodatkiem masła. Otóż pewnego razu, już kilka lat temu, wszedłem do mojej firmowej kuchni, gdzie pewna E. robiła sobie espresso. Jakieś tam zwykłe grzecznościowe bla bla przy ekspresie, aż tu E. wrzuca z rozmachem do kubka łychę masła i poprawia to olejem kokosowym. Ze zdumienia otworzyłem usta. A ona mówi do mnie:

– Ej no stary, nie słyszałeś o bulletproof coffee? Koleś ze Stanów wrzucił przepis na swojego bloga i napisał, że zamieniasz się dzięki niej w maszynę do spalania tłuszczu.

– No i działa? – zapytałem z niedowierzaniem.

– W sumie to nie wiem, bo ostatnio mam za dużo imprez po pracy – dodała z uśmiechem E.

Ponieważ lubię sprawdzać wszystko empirycznie, to postanowiłem, że spróbuję. A nuż bulletproof kawa stanie się orężem w walce z rosnącym jesienią brzuchem. Ale nie, nie i jeszcze raz nie. Okazało się, że jest to takie obrzydlistwo, że ledwo trafi do przełyku, a już chce wracać na górę.

Nie zrażałem się, bo jednak chciałem być „maszyną do spalania tłuszczu”. Pomyślałem: może coś źle zrobiłem. Może warto poszukać w sieci jakichś wskazówek. Dzięki temu dowiedziałem się, że kuloodporna kawa:

turbo podkręca mózg do pracy, poprawia koncentrację, zwiększa moc obliczeniową (biorę w ciemno);

ułatwia spalenie zbędnych kilogramów;

zmniejsza chęć „na małe co nieco”

daje energetycznego kopa i podkręca apetyt na życie (nie na jedzenie).

Nie no… wow, kawa z masłem rządzi! Postanowiłem się przemóc i spróbować jeszcze raz. Tym razem z dodatkiem wanilii. Niestety, to nadal smakowało jak tłusta kawa, tylko że doprawiona wanilią. Mój prosty sposób na schudnięcie odpłynął do oczyszczalni Czajka (tej, która miała awarię).

Wszystkiemu winna ketodieta

Kawa kuloodporna wypłynęła przy okazji diety ketogenicznej, którą zachwala mi wiele osób. Bowiem większość moich znajomych dzieli się na 4 grupy:

1. Jem, co mi się podoba i gdzie mi się podoba.

2. Jem tylko pudełka (czyli catering dietetyczny).

3. Jem wg diety ułożonej przez mojego personalnego trenera.

4. Jem zgodnie z przykazaniami ketodiety.

Przy czym wg mnie to wygląda tak, że ci pierwsi jedzą węglowodany i mam wrażenie, że kochają cały świat, a cały świat kocha ich (przynajmniej w ich mniemaniu). Ci drudzy jedzą, co im dadzą i albo narzekają, że za tyle kasy to oni się spodziewali czegoś lepszego, albo są zadowoleni, że ktoś uwolnił ich od zakupów i gotowania. Ci trzeci to typowi „białkoholicy”, z wagą pod pachą i kalkulatorem w dłoni, żeby obliczyć makro, kalorie, składniki. A czwarci uważają, że tylko tłuszcz może uratować ludzkość od… tkanki tłuszczowej.

Ja chyba od 13. roku życia jestem na nieustającej diecie, czasem skutecznie, czasem nie. Teraz jest ten okres na nie, a czuję to, bo dżinsy są coraz ciaśniejsze w pasie. Dlatego podpytuję na około, co zrobić. I z wielu stron pada odpowiedź: dieta ketogeniczna.

Ciasne dżinsy

Chciałem powiedzieć, że „Ok, ok, przekonaliście mnie. Oddam się spożywaniu tłuszczu i będę patrzeć, jak moja tkanka tłuszczowa przechodzi do historii.” I może nawet faktycznie tak bym powiedział, ale wtedy jak diabeł z kapelusza wyskoczyła kuloodporna kawa i to zamiast śniadania. Tak to my się bawić nie będziemy. Dzięki kochani, ale taka kawa to nie dla mnie. Niech ją sobie pije Dave Asprey, nawet w towarzystwie jaków na samym szczycie Czamolugmy. Mnie w to towarzystwo nie wciągniecie.

A tak w ogóle to może gej dieta?

Nie, nie wygłupiam się. Istnieją diety dla osób homoseksualnych. Dlaczego? Hmm, brutalnie rzecz ujmując ze względu na preferowany rodzaj seksu. Ma być czysto tam na dole, a w związku z tym należy jeść jedzenie z dużą zawartością błonnika, w żadnym razie tłuste czy smażone na głębokim tłuszczu. Trzeba też pić jak najwięcej wody. (Zgodnie z tym kawa kuloodporna zdecydowanie nie jest dla mnie).

Kolejna sprawa to jedzenie męskie i żeńskie. Wiadomo, że prawdziwy facet naje się tylko porządną porcją mięcha, a kobieta zasyci swój apetyt sałatką. Każdy gej to taka kobieta z penisem, więc ja również preferuję sałatki…

Oczywiście to wszystko bujda na resorach. O ile jedzenie z błonnikiem jest prawdą i faktycznie pomaga wyregulować pewne sprawy, to znam całe mnóstwo gejów, którzy uwielbiają steki. Ja sam od czasu do czasu lubię zjeść uczciwego T-bone steak i nie czuję się przez to mniej homo potem.

Jeszcze jedno super odkrycie! Nobla tej pani, ale to już. Pani jest chyba Albanką, profesorką na tamtejszej uczelni. Otóż odkryła ona, że geje, lesbijki i biseksi uwielbiają słodycze, a w związku z tym, jak jesz dużo słodyczy, to na pewno staniesz się homo. Czy coś mam dodawać? Lepiej pójdę najem się czekolady, żeby nie przestać być gejem.

A teraz już całkiem poważnie. Geje być może są kojarzeni z bardziej wyrafinowanym jedzeniem, dietami itp., bo wielu z nich bardziej dba o wygląd. A wiadomo, że prawdziwy facet goli się swoją siekierą, a pachnieć może co najwyżej szarym mydłem. Stąd takie głupoty na temat diety. Owszem jest tak, że wielu z nas przykłada ogromną wagę do wyglądu zewnętrznego. Znam też całkiem sporo gejów z nadwagą i kilku otyłych.

I jeszcze z całkiem innej beczki: Diet Gay w slangu oznacza biseksualnego mężczyznę, więc używajcie z rozwagą takiego określenia 😉

Idzie zima, zawiązuję sadełko, ale kawy kuloodpornej dalej nie piję

Czyli ketodieta odpada, odpada gej dieta (bo takiej nie ma), kuloodpornej kawie mówię nie, więc co pozostaje biednemu misiowi Adasiowi? Chyba wyjdę z założenia, że listopad i grudzień to nie są najlepsze miesiące na odchudzanie i katowanie się. W listopadzie jest smutno i ja tam się wolę pocieszać czekoladą na gorąco i Pavlovą, niż umartwiać jedzeniem boczku (dieta ketogeniczna). Za to w grudniu impreza goni imprezę i konia z rzędem temu, kto w tym miesiącu potrafi utrzymać reżim dietetyczny.

No i tu znowu kawa, która kulom się nie kłania. Byłaby super wyjściem dla mnie i pewnie wielu innych osób. No ale cóż… kawa z masłem ok, pod warunkiem, że nie są w tym samym naczyniu, a masło jest na rozpływającej się w ustach brioszce i jeszcze okryte kołderką z konfitury z gorzkiej pomarańczy.

Będę tłuściutkim gejem. Oleju kokosowego nadal będę używał do smażenia, a nie do kawy. Nie jestem w stanie pić takiego napoju. A jak już będę chciał wypić coś zdrowego, to zrobię sobie mój szejk mocy. Jak ktoś chce przepis, to jest tu: KLIK.

Adam i kawa kuloodporna

Adam jesteś cieniasem, przeraża Cię kawa z masłem?

Efekty, które obiecuje kuloodporna kawa są takie, że nie powinienem zastanawiać się 5 minut. Za to powinienem wypijać ją zamiast śniadania. Bardzo mi przykro, ale żadna ilość czekolady nie przekona mnie do tego. Może należy podejść do tego zdroworozsądkowo i nie wkładać sobie do głowy, że to okropieństwo ta kawa z olejem kokosowym. Opinie ma przecież znakomite. Ludzie pieją z zachwytu, a różne grupy i fora są pełne informacji na temat tego, ile kto schudł dzięki niej.

Ja jednak mam takie podejście, że nie należy na poważnie brać wszystkiego, co się czyta w sieci. Dzięki temu jestem w stanie pozostać przy zdrowych zmysłach. Jeśli komuś służy kawa z masłem i olejem, niech ją pije na zdrowie. Naprawdę ja nikomu tego nie bronię. To przecież zależy od twoich preferencji smakowych. Nie jesz śniadania, ale wchodzi ci kawa z masłem.

Przeciwwskazania do jej picia nie zniechęcają niektórych. Mnóstwo informacji, że kuloodporna kawa to nie śniadanie, że to nie jest dobre źródło energii dla organizmu, że brakuje wielu mikroelementów, mają za nic. Wystarczy im szczere przekonanie, że są na diecie, gdzie jakiś napój będzie „zabijał” tłuszcz.

Moje zdecydowane NIE dla kuloodpornej kawy

Ok jestem cieniasem, jestem grubasem, jestem niereformowalny w tej kwestii. Dieta jest zawsze jakimś wyzwaniem, poświęceniem, odstępstwem od zwykłego trybu życia. Dlaczego mam zaznawać dodatkowych katuszy przy pomocy kuloodpornej kawy? Powiem wprost: dla mnie to syf! Ja chętnie jem łakocie z olejem kokosowym, robione przez mojego przyjaciela i potrafię zjeść naprawdę sporą ich ilość. Ale olej w kawie? Nie!

Zresztą ja już jestem na tyle duży, że w pewnych kwestiach nie ulegam modom. To nie jest tak, że jestem oporny na wszystko. Jasne, że wiele rzeczy ma na mnie wpływ. Nawet zmieniają mi się poglądy. Jednak ilość mojej tkanki tłuszczowej nie zmusi mnie do picia kawy kuloodpornej.

A teraz spadam na Zbawixa do mojej ulubionej kawiarni, gdzie zamówię ogromne latte i zjem tartę z białą czekoladą i granatem. Tak na pokrzepienie serca 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *