Moment wyjścia z szafy jest jedną z najtrudniejszych, ale i najbardziej satysfakcjonujących chwil z życiu każdego homoseksualisty. Ja dzięki temu nie tylko zrzuciłem ogromny ciężar z barków, ale też praktycznie na nowo się narodziłem.

Jednak zanim do tego przejdę, wyjaśnię Ci, dlaczego wpierałem Strajk Nauczycieli. Co więcej, byłem i jestem z nimi całym sercem. Ci ludzie pracują naprawdę ciężko na to, by wykształcić całe pokolenia Polaków i mają ogromny wpływ na kształtowanie naszego społeczeństwa. Niektórzy twierdzą, że to lekka praca. Ale jak przypomnę sobie, jakim kolesiem byłem w wieku nastu lat i jacy byli moi jeszcze gorsi koledzy, to szczerze sam za żadne pieniądze nie chciałbym z sobą pracować. To mega odpowiedzialna praca, a dostaje się za nią tyle hajsu, co za pracę juniora-kserokopiarki w pierwszej lepszej korpo.

Ale przechodzę do rzeczy. Gdyby nie jeden wspaniały, mądry (i homoseksualny) pedagog, moje życie prawdopodobnie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Jestem z małego miasta. W moim liceum żeby być kimś, trzeba było być twardym kolesiem, który jak trzeba, to da po mordzie, i który na każdej imprezie zalicza przynajmniej jedną laskę. Tego pierwszego szybko się nauczyłem – trzeba było sobie jakoś radzić. Ale z tym drugim był kłopot.
Była jedna taka laska w szkole, Monika. Podobała się wielu chłopakom, ale w pewnym momencie zaczęła zwracać uwagę na mnie. Czułem już wtedy, że jestem jakiś inny od moich rówieśników, ale nie wiedziałem do końca, o co chodzi. Na początku cieszyłem się z atencji Moniki, bo podbijało to mój status w szkolnej hierarchii. Do czasu aż przyszła ta jedna impreza, która okazała się punktem zwrotnym w moim życiu.
Było późno i byłem już trochę wstawiony, a Monika to nawet mocno pijana. Zaczęła się do mnie przystawiać. Tańczyliśmy bardzo blisko i poszliśmy w ślinę. Zacząłem panikować, bo wcale mi się to nie podobało, ale przecież musiałem grać twardziela. Nie odepchnę chyba najlepszej laski w szkole? Czułem się jak dziwka, nie chciałem jej rąk na moim tyłku, jej języka w moich ustach. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Monika złapała mnie za rękę i stanowczo zaczęła ciągnąć do sypialni. „Czekałeś na to Adaś, przyznaj się. Teraz ci się poszczęści” – wyszeptała mi do ucha. Było mi już niedobrze z nerwów. Wiedziałem, że zaraz wszystko wyjdzie na jaw. Gdy znaleźliśmy się w sypialni, Monika zrzuciła bluzkę i zaczęła dobierać mi się do spodni. Zacisnąłem powieki i chciałem tylko, żeby to się jak najszybciej skończyło. Ale sprawa nie mogła pójść gładko; mimo wysiłków Moniki nie chciał mi stanąć. Dziewczyna zaczęła być tym naprawdę poirytowana. W końcu syknęła z pogardą: „Co ty jesteś, pedał?”. To już było za dużo. Odepchnąłem ją, zapiąłem spodnie i wybiegłem z sypialni i z imprezy.

W domu rzuciłem się na łóżko i zacząłem ryczeć jak nigdy w życiu. Wiedziałem co to znaczy duma zranionej kobiety i że Monika wszystkim jutro rozgada. Zaczną się, żarty, docinki, przezwiska i będę skończony. Wypowiedziane z pogardą „pedał” świdrowało mi w uszach. Wtedy pierwszy raz zrozumiałem – jestem gejem. Pedziem, miękkim, różowym, ciotą. Nie potrafiłem tego zaakceptować. Byłem załamany. Tak jak podejrzewałem, w szkole wszystko się posypało. Spadłem na sam dół drabiny społecznej. Uczniowie wyzywali mnie od pedałów i impotentów. Jednak najgorsze było to, że sam tak o sobie myślałem. Człowiek-porażka. Dziwoląg. Pedał.

Potem nastały długie i czarne tygodnie odrzucenia i nienawiści do samego siebie. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie interweniował profesor Podolski. Mega szanowany nauczyciel, którego wszyscy uwielbialiśmy. Jak kazał mi zostać po lekcjach, to początkowo myślałem, że coś zrobiłem. Miałem wtedy ekstremalnie niską samoocenę, więc spodziewałem się najgorszego. Podszedłem do niego ze zwieszoną głową i zacząłem dukać: „Przepraszam, panie profesorze..”. Przerwał mi gestem ręki. I wtedy powiedział mi zdanie, które zapamiętam do końca życie: „Przestań przepraszać za to, kim jesteś”. Był pierwszą osobą, przed którą wyznałem moja orientację seksualną. Rozmawialiśmy ze dwie godziny. Powiedział mi, że sam jest homoseksualistą i że nie ma w tym nic złego. Pomógł mi zaakceptować siebie i odzyskać wiarę we własne siły. A potem zrobił coś jeszcze lepszego.

Jak już wspominałem, profesor Podolski był powszechnie lubiany i szanowany. Na jednej lekcji omawialiśmy akurat „Ucztę” Platona. Wtedy taki Marcin, cwaniak i przodownik w szkolnym bullingu, powiedział głośno: „Same cioty u tego Platona, tak jak nasz Adaś”. Przez salę przetoczyła się salwa głośnego, okrutnego śmiechu. Skamieniałem. Postanowiłem, że po tej lekcji wyjdę ze szkoły i już nigdy nie wrócę. Jednak wtedy odezwał się profesor Podolski: „Marcinie, czy uważasz, że homoseksualizm to coś złego? Jeśli tak, to ja powinienem się wstydzić, bo sam jestem homoseksualistą”. Cisza, która wtedy nastała, była gęsta jak budyń.

Po tym incydencie nikt już nie śmiał mnie wyzywać. Skończył się bulling, skończyły się docinki. Powoli wszystko wracało do normy. W tym momencie mogę powiedzieć, że profesor Podolski uratował mi życie. Tym bardziej jestem mu wdzięczny, że ryzykował w ten sposób swoja karierę. Nawet dziś homoseksualni nauczyciele mają ciężko, a te kilkanaście lat temu było znacznie gorzej. Gdyby nie to, że klasy prof. Podolskiego zawsze miały najlepsze wyniki na maturze, pewnie zostałby zwolniony. Jednak gdyby nie jego odwaga, nie byłbym dziś tym człowiekiem, którym jestem.
Protest nauczycieli zakończył się porażką, ale walka nadal trwa. Tak samo jak walka o prawa społeczności LGBT. Wierzę, że i jedną, i drugą możemy wygrać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *